En la Selva-moja dżungla

Zaczynam w pośpiechu demontować mój hamak ale idzie mi to strasznie ślimaczo. Do pomocy rusza mi chłopak a za chwile przychodzi Octavio i razem kończymy pakować mój ekwipunek do plecaka. Ruszam na bosaka  przez statek do portu gdyz poziom wody jest tak wysoki że kładka jest praktycznie pod wodą.Octavio prowadzi mnie przez rozłożone deski do pobliskiej moto ciężarówki i udajemy sie do biura w celu podpisania kilku papierków. Lagunas od pierwszej chwili robi na mnie pozytywne wrażenie. Małe miasteczko wyglądające raczej na mała spokojną wioskę gdzie główna droga wyłożona jest betonowymi płytami a boczne uliczki są po prostu ziemne. Ludzie  spokojnie sie przemieszczają,moto taksówki mkną na zmianę w różnych kierunkach. Docieramy do małego biura, które przypomina budkę zbitą deskami.Przymierzam odpowiednie gumowce(moje kochane filcunie, Buciki wyjściowe) rozmawiam sobie z bardzo sympatycznym staruszkiem i ruszamy po resztę ekwipunku na naszą wyprawę.Docieramy do domu Octavia ,ładujemy  wszystko co potrzebne i zaczynamy.Droga do przystani biegnie przez żwirową drogę,gdzie nie gdzie lekki strumyk ją przecina, do o koła zielono jak nigdzie.Mijamy amigos ze strzelbami ,maczetami, dzieciaki. nawet para randkowiczków  wyglądająca bardzo komicznie, gdyż młoda, piękna, ładnie ubrana pani trzyma za rękę chłopaka z maczetą i gumowcami takimi samymi jakie my mamy…ot technika i na gumowca można wyrwać. Docieramy po 20 minutach do wejścia do rezerwatu gdzie miła pani robi mi pyszne śniadanie z zapiekanych bananów które przypominają nasze frytki i podaje kawusię która przypomina naszą polską lurę którą wciągam codziennie rano z Michasiem(swoją drogą gorąco pozdrawiam chłopaków z niezaprzyjaźnionego działu oraz swoich, włącznie z koleżankami).Po śniadaniu pakujemy swoje rzeczy do Canu i ruszamy  na moja pierwszą podróż do jungli. Po drodze Octavio pokazuje mi rośliny lecznicze i zwierzeta , których za cholerę nie byłbym w stanie sam zobaczyć a on widzi jak ja z 1 metra.Cały czas dba o to abym czuł się dobrze co daje mi wielką przyjemność już pierwszego dnia.Do o koła skaczą małpy ,ary co jakiś czas wrzeszczą,ptaki latają ,mnóstwo wody dookoła jest naprawdę tak cicho naturalnie.Po 15 docieramy do naszej pierwszej przystani gdzie wpierdzielamy pyszne żarcie przygotowane przez Octavio ,popijamy herbatę,rozmawiamy( na tyle ile ja potrafię) z obecnymi tutaj amigos i delektuję się prawdziwą wolnością.Około godziny 19 jest już ciemno więc pakuje się do moje łozia przygotowanego pod moskitierą i słucham otaczających  mnie dźwięków. A są one niesamowite.Natura otacza mnie z każdej możliwej strony.Zrelaksowany ,szczęśliwy ,zmęczony usypiam bardzo wcześnie.

Następnego ranka wstajemy bardzo wcześnie i ruszamy w dalszą drogę.Po drodze ma szczęści podziwiać wszelkiego rodzaju zwięrzeta w tym moje ukochane rzeczne delfiny,które pomimo iż nie dają się dotknąć i podpłynąć bliżej dają mi mnóstwo radości.Różowe i szare co jakiś czas przemykają niedaleko nas olewając nas totalnie no ale mi wystarczy..Po południu zatrzymujemy się na jakiejś altance na wodzie gdzie postanawiamy spędzić z Octaviem noc,przyrządzamy  złowione wcześnie ryby i siedzimy.Octavio pokazuje mi jak prawidłowo posługiwać się maczetą(więc proszę uważać jak ktoś teraz mnie zaczepi w Polszy  bo mogę jednym cięciem odrąbać rączki:)).Po południu rozstawiamy z Octaviem sieci na ryby a po powrocie spotykamy na naszej przystani innego przewodnika z miłą parą z Węgier którzy podróżują pół roku.Czas mija tu bardzo powoli.Natura relax ,natura relax…Wieczorem poszukujemy z latarkami kajmanów ale, że jest pora deszczowa i poziom wody jest bardzo wysoki jest to bardzo ciężkie.Po czasie rezygnujemy i wracamy do naszej przystani gdzie spędzamy noc.Noc jest wyjątkowa jak poprzednia. Słychać dookoła żaby,ptaki i inne zwierzaki jest fajnie.Następnego ranka ruszamy już bez balastu, który zostawiamy na naszej przystani w dalszą podróż.Octavio prowadzi mnie porez charzcze, co chwile posługując się maczetą torując nam drogę.A ja się zastanawiam jak on tak zna  to wszytko. Dla mnie to wszytko wygląda tak samo,a on porusza się po tym gąszczu jakby miał kierunkowskazy ,naprawdę niesamowite.Po drodze widujemy delfiny i inne zwierzęta w tym wylegującą się wydrę na pniakach,po iguany i nutrie, nie mówiąc o małpach i arach bo one są wszędzie.Po  jakimś czasie dopada nas burza i zaczyna lać więc wiosłując jesteśmy całkowicie przemoknięcie po za moim plecakiem który grzecznie leżakuje pod pokrowcem i czeka na lepszą pogodę.Wiosłujemy jak dzikie osły a Octavio jak dziki byk.Niezmordowany człowiek pełny siły dla którego nabrałem wielkiego szacunku po całej tej wyprawy.Sprawdzamy nasze zarzucone sieci i oooo mamy piranie ,palomete i inne sumowate rybki,które zapewne opierdzielimy dziś wieczorem. Wracamy po dłuższym czasie gdzie Octavio przygotowuje pyszną kolacje i przy światełkach rozmawiamy o życiu. Wieczorem kładę się pod moją moskitierą na deskach i rozmyślam sobie o wszystkim i tak usypiam, z myślami o tym co będzie i jak będzie jak wrócę..Moja głowa odpoczywa i mogę powiedzieć to z czystym sumieniem to było mi potrzebne ,nie ważne co się wydarzyło ostatnio ważne że jestem tu gdzie jestem i jestem dumy z siebie że udało mi się.Następny dzień to wiosłowanie i przebywanie z naturą i powrót do poprzedniego miejsca noclegu. Droga powrotna już nie jest taka łatwa gdyż płyniemy pod prąd i na domiar złego zaczyna lać.Dodatkowo mój plecak podczas przepływania w chaszczach zostaję porwany przez gałęzie i ląduje w wodze co sprawia że kupa rzeczy jest mokra w tym książki i po części laptop.Docieramy wieczorkiem do przystani gdzie spędzamy kolejną noc. Następny ranek to szybkie śniadanie i wiosłowanie do miejsca startu naszego tripu.Po drodze dopada nas wielka burza i z uwagi na niebezpieczeństwo stoimy na środku rzeki a co żeby nas gałęzie nie dopadły. Ja ląduje pod ponczem włącznie z rzeczami.wszystko okręcone folią, tylko Octavio zasuwa wiosłem jak motorek bez koszulki. Tutaj muszę mu koniecznie podziękować za to co zrobił,dbał o mnie cały czas.Koło 12 docieramy do początku pakujemy się i wracamy tym samym motorkiem do Lagunas gdzie Octavio zabiera mnie do swojego domu.I tutaj chcę mu podziękować za wszystko, za to że był za to że jest takim zajebistym skromnym człowiekiem,za to że przyjął mnie bardzo fajnie,pokazał mi swój dom, poczęstował pysznymi owocami i obiadem  i przede wszystkim pokazał jak można być dobrym człowiekiem nie mając nic w odniesieniu tego co myślą europejczycy.Ale czy na pewno? Można mieć mało a cieszyć się życiem nie marudząc nie narzekając,żyć w miejscu gdzie naprawdę ja czuje się dobrze. Muchas gracias Octavio. Lagunas mnie urzekło,cicho spokojnie,fajni ludzie,podobno nie ma tu przestępstw,mieszkania stoją otwarte,ludzie żyją zgodnie,Może skromnie ale dla mnie urzekająco. Zapamiętam to miejsce z 3 powodów.Po pierwsze jungla, po drugie Octavio i po trzecie spotkałem tu także Mario…Jungla ma swój urok i trzeba ją poznać chociaż ja byłem w tej gorszej porze i nie zobaczyłem tyle ile można wycisnąć ale kto powiedział że ja tu nie wrócę…wrócę na bank:)).

Suerte Octavio

Gregorio

 

5 odpowiedzi do artykułu “En la Selva-moja dżungla

  1. Zbyszek B.

    Jeszcze dobrze nie przyjechałeś, a już chcesz jechać ponownie. Tam musi faktycznie być czarownie. I pisarsko coraz lepiej. Był Fiedler, Badowski, Cejrowski i jest Sygacz. Tylko pozazdrościć. Jakiż to teraz musi być dla Ciebie egzotyczny świat to PSE. A to canona już nie lubimy i wolimy olimpusa?

    1. Greg Autor

      lubimy lubimy tylko gdzieniegdzie wyjmowanie lustra jest mało komfortowe,nie mówiąc już o tym żeby dać komuś zrobić zdjęcie wtedy albo głowa ucieta albo nogi jest fajnie:))

  2. Pioter

    Siemano bla que tal? Fotki wyglądają imponująco, jak postępy z językiem? Choć prawdę mówiąc do wielu rzeczy nie potrzeba znać języka. Super, cieszę się że ci się podoba i że dostajesz na razie to czego oczekiwałeś. Saludos para Octavio. Pioter

  3. Dominika

    No brat, jak tak dalej pójdzie to ja chcę przeczytać książkę, bo to co już piszesz strasznie wciąga 🙂
    trzymam kciuki i liczę na więcej takich wpisów 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »