Ica i okolice

Po takim tanim luksusie budzę się wypoczęty i ruszam na podbój Ica i okolic. Miasto rankiem zaczyna żyć,dookoła tłumy.sprzedawcy namawiają na kolejne żarcie .Co chwile zaczepiają mnie ludzie z różnych biur podróży a ja idę nie wzruszony.Do  momentu kiedy spotykam Marcie.Udaję się z nią do biura i wysłuchuję oferty jaką posiada. Wygląda na to że jest co tu robic więc po  namyśle wracam do biura i wykupuje zabawę  Bugglami na pobliskich wydmach oraz sandboardnig. No to czeka mnie zabawa mam nadzieję ale przedtem ruszam na pobliski market zakupić coś pysznego i się najeść do syta.Lokalne markety to kopalnia miejscowych ludzi oraz najlepsze miejsce do spróbowania czegoś oryginalnego i oczywiście do taniego żarcia. W drodze powrotnej znajduję hotelik w tej samej cenie co poprzedni ale z internetem więc szybko udaję się do mojego lokum by się spakować i przenieść do pobliskiego hotelu.Pokój mały ale posiada wszytko co trzeba włącznie z wielkim wiatrakiem ,który po załączeniu chodzi jak silnik diesla ,waląc przy tym o swoje własne części bardzo głośno.Prysznic i relaksik do 14 a potem ruszam do Huacachiny aby tam ruszyć na podbój wydm,Taksówkę łapię szybko,negocjacje ceny  i jadę około 15 minut do Huacachiny. Miejsce to raczej przypomina lagunę dla turystów.Jest ich tu bardzo dużo,okoliczne bary serwują pisco i dobre piwko więc po zaokrętowaniu w biurze i załatwieniu formalności ruszam to pobliskiego baru i piję smaczne pisco oraz browarka. Kiedy dobija godzina zero zasiadam wraz z kupą turystów do pojazdu który przypomina wielkiego quada zapinam pasy i ruszamy.Pierwsze 5 minut to istny spokój ,ale następne to już naprawdę świetna zabawa. Pojazd rusza jak rakieta co chwile skacząc na wydmach jak konik polny,ocierając przy tym pasami moje ramiona.Czasami naprawdę jest boleśnie ale fun pierwsza sprawa.Zadowoleni docieramy do pierwszego punktu gdzie możemy podziwiać panoramę wydm.Są ogromne i robią wrażenie przy tym zachodzące powoli słońce nadaje im jeszcze większego uroku.Oczywiście każdy wyciąga aparat i robi masę zdjęć. Ruszamy po jakimś bliżej mi nie określonym czasie na kolejne szaleństwo po wydmach gdzie następnie dostajemy do reki deski świeczki i zaczynamy. Zostawiam cały plecak w bugglo i zaczynam. Podchodzę do wydmy i patrzę w dol jak rozradowane dziecko. Będzie ostro.No ale to mój pierwszy zjazd na desce w życiu wiec na bank skończy się wywrotka.Smaruje zapinam i ruszam. Go….Jadę jest fajnie, coraz szybciej, nogi  mam  jak z waty ale jadę i nagle lecę. Dosłownie lecę .Jebudub na glebę ,cały w piasku szczęśliwy .Za mną kupa wariatów jedni, na brzuchu ,jedni profesjonalnie,Co chwile któś wywija orła .Jest zabawnie i wesoło. Kolejna górka i kolejna.Wszyscy ubabrani w piachu.Ja oczywiście kolejne zjazdy  to popis w różnych pozycjach od jeżdżenia na tyłku po  jazdę na brzuchu. Dojeżdżamy do ostatniej  wielkiej jak diabli wydmy.Jest piękna i wielka ,stromość jak czarna trasa.Najpierw rusza jedna dziewczyna a potem ja ,oczywiście na brzuchu.Prędkość jest niesamowita a przy tym piasek wali po oczach i po butach..Udało się jestem na dole.Zachód słońca ,zdjęcia,zapach wolności.Naprawdę świetna zabawa…To lubię.Szczęśliwi zapragnąłem uwiecznić t a chwile i po dojściu do auta stwierdzam że bark mi mojego małego aparatu. No kurde zgubiłem lub ktoś ukradł.No ale co ja mogę zrobić jeśli nie pamiętam nic kiedy i gdzie go widziałem go ostatnio.Trochę zasmucony wracam do wioski i taksówką zabieram się do Ica. Szybko biegnę do poprzedniego hostelu aby zapytać o aparat ale okazuję się, że nic nie znaleziono.Nie do końca wierzący obsłudze ruszam poddany do pokoju by odpocząć. Trochę zły na siebie załączam muzykę i popijam kolejne piwko..I nagle staje się coś niemożliwego około godziny 22 ktoś woła chico chico. Otwieram  w półnagi drzwi i przed moimi oczyma ukazuję się Marcia z wiadomości, że zostawiłem aparat w ich biurze w Huacachina i jest d odbioru jutro rano.Nawet ie wiem jak sie poczułem wtedy było to coś niesamowitego,mało prawdopodobnego a jednak mnie spotkało.odzyskałem rzecz ,która wydawała się bezpowrotnie stracona.Uradowany siadam sączę piwo i się pakuję na jutro.Przy okazji stwierdzam że podarłem spodnie:)..Następnego ranka uderzam na market w poszukiwaniu igły i nici oraz śniadania. Odbieram aparat i ruszam lokalnym autobusem do Nazca…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »