Lima

Wstaję z łozia, szybki prysznic i po pre peruwiańskim śniadaniu( czytaj: bułka z dżemem i masłem plus kawusia) ruszam w poszukiwaniu transportu do biura gdzie będę mógł kupić bilet do Tarapoto na północy.Pierwsze negocjacje z taxi panami nie przynoszą efektu z uwagi na cenę ale po chwili dochodzimy do porozumienia i udajemy się poprze Lime do miejsca gdzie podobno będę mógł kupić ten bilecik.Droga przez Limę przypomina raczej azjatyckie wojaże. Stan dróg mogę ocenić na dobry a ilość samochodów przypomina mi bardziej Warszawe niż mój Kraśnik. I wszystko wygląda podobnie po za małym jednym szczegółem,tutaj wiemy po co jest klakson.Każdy go używa kiedy che i jak chce.Mijasz psa klakson,mijasz dziecko klakson,skrecasz klakson,wyprzedzasz klakson,wcinasz sie klakson.wszedzie jednym słowem klakson.Patrząc na te pięknie zagięte maski i rysy na samochodach wiem po co i na co się go używa.Mimo miernych rezultatów wiem .Zgadzam się jest on niezbędny.Taksówkarz miły gość,ba nawet porozmawialiśmy po hiszpańsku.Dowozi mnie do miejsca  które poznaje ze strony www i idę zakupić mój pierwszy bilet po hiszpańsku.Sukces po kilku minutach mam go na jutro rano i mogę z czystym sumieniem powiedzieć.Cholera dałem rade.Wychodzę, łapię taxi oczywiście targując się o cene i ruszam na stare miasto.

Kręcę się uliczkami podziwiam stare kolorowe domki,spoglądam na ludzi i chłonę tutejszą atmosferę i przy okazji kolejną porcję słońca,które mi tak dało w kość ostatnio. Robię kilka klasycznych fotek i poszukuję jakiegoś lokalnego baru aby zjeść coś tutejszego.Wpadam do małego baru gdzie pani Krysia podbiega do mnie oferując mi zupę, która bardzo mi smakowała oraz jakiś ryż z mięsem,oczywiście też dobre.Pije sok z świeżo wyciśniętych owoców i tak podjadając czytam sobie na temat stolicy tego co tu można zobaczyć. Najedzony ruszam w kierunku gdzie można wymienić dolary na sole i spotykam po drodze Peruwiańczyka , który zaczepia mnie i prosi o krótką rozmowę po angielsku podobno w ramach praktyki.No i gadamy tak przez 15 minut bacznie obserwowani przez policję turystyczną.Kiedy rozmowa się kończy moj amigo podaje mi rękę, dziękuje i odchodzi w swoim kierunku, podchodzą do mnie panie policjantki i mówią abym uważał na ludzi i bacznie pilnował swojego plecaka.A że czytałem o tym co tu się dzieje starałem się cały czas mieć na baczności. Ostrożności nigdy za wiele. Następnie z kasą,poradą udaję się aby zwiedzić Katakumby.I powiem szczerze,podobało mi się i warto było wydać te 7 soli ( a nie jak w przewodniku 2.5 sola)szczególnie  podobała mi się biblioteka i tysiące kości które się tam znajdują. Naładowany pozytywnymi emocjami udaję się na Plaza major i siadam sobie na pobliski chodniku w cieniu by odpocząć. I tu spotykam parę starszych Polaków którzy także sami podróżują i po kilkunastu minutach rozmowy ruszamy każdy w swoim kierunku.Oni w miasto a ja do hostelu. Taxi,szybka negocjacja i szybki powrót do hostelu.Zakupy oczywiście z piwkiem zostwiam w pokoju i idę nad ocean poświecić trochę czasu mojemu hobby(czytaj:foto). Opakowany w sprzęt i statyw uderzam nad pobliskie skały gdzie podziwiam widoki i surferów szalejących na pobliskich falach.Podczas zdjęć zaczepia mnie Niemiec który miesza tu 20 lat i rozmawiamy ogólnie o tym jak jest w Peru.Opowiada mi o wielu atrakcjach które warto zobaczyć no i oczywiście o zdjęciach.(sam robił także foto).Czas płynie tak szybko i się ściemniło toteż wracam do hostelu,sączę browara,czytam neta i czekam na jutro. A jutro ku jungli….

 

Odpowiedź do artykułu “Lima

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »