Yurimaguas-Lagunas

Wyspany i zrelaksowany po  wczorajszych piwkach ruszam na miasto w poszukiwaniu statku ,który mnie zawiezie do Lagunas. Oczytany i pewny  że rano będzie gwarno jestem w lekkim szoku kiedy okazuje się, że miasto umarło. Gdzie nie gdzie biegają psy , dzieciaki się kręcą a dorośli wylegują się pod parawanami swoich domków jakby to była niedziela.

No ale nic muszę przecież znaleźć jakąś informacje na temat tego w jaki sposób się dostać do Lagunas. Na początku znajduję jakąś expres łódkę co kosztuje majątek  co kategorycznie odpada.No ale nie ma co się poddawać szukamy dalej. kieruję się wzdłuż lini brzegowej  i dochodzę do czegoś co raczej z daleka nie przypomina port.Informacji nie muszę szukać, to informacja znajduję mnie sama.Aleks bo tak się nazywa majestro co mnie zaczepia, mówi mi że jutro o 16 odpływa Hilmer. Zabiera mnie na statek pokazuję,który to,informuje o cenie i o tym co potrzebuję.A potrzebuję kupić hamak,mieć ze sobą miskę z łyżka lub widelcem i oczywiście wodę do picia.Po rozmowie razem idziemy na zakupy.Aleks pomaga mi wybrać odpowiedni dla mnie Hamak a następnie idziemy na statek i rozkładamy to łoże na jutro.Sam się zastanawiam  czy jutro będzie skoro mój hamak zostaje a ja opuszczam pokład.Aleks mnie uspakaja, że to moja rezerwacja i jutro na bank będzie na mnie czekał.No cóż zaufałem mu.W podziękowaniu za pomoc pijemy razem piwko i powoli udaję cię na zwiedzanie miasta.Po drodze piję pyszny sok, który na moich oczach pani wycisnęła z bliżej mi nieznanego owocu i to 1litr za 2 sole.Miasto dalej jest puste,dzieciaki grają w piłkę a ja zdziwiony biały chodzę po uliczkach kręcąc się i dziwiąc dlaczego tak jest.Na La Plaza Major spotykam kapitalną rodzinkę, z którą prowadzę rozmowę o Peru.Rozmowa ta trwa sporo czasu,gdyż po 5 minutach zaczyna lać i zmuszeni jesteśmy udać się pod pobliską altankę i kontynuujemy naszą rozmowę do czasu kiedy nie przestanie padać a trwa to trochę. Kiedy deszcz w końcu ustaję udajemy się na wspólną przechadzkę po mieście.Dowiaduję się że w regionie trwa strajk i dlatego wszytko jest zamknięte.I uwierzcie mi to jest prawdziwy strajk.Wszystko jest zamknięte,banki, sklepy, puby, restauracje. Taksówki nie jeżdżą miasto umarło..Naładowany informacjami docieram do swojego hostelu,wycałowany,wyściskany i szczęśliwy udaję się do pokoju zaczerpnąć trochę informacji na temat wycieczki do jungli.

Następnego dnia ruszam na poszukiwanie informacji o jungli i możliwościach jej zobaczenia.Na początku udaję się na pobliskie targowisko i muszę stwierdzić że dziś miasto jest pełne ludzi.Wszytko pootwierane,taksówki jeżdżą,handlarze uliczni kręcą się wszędzie.Na targu kupa sprzedawców.Handel kwitnie pełną gębą, a można kupić wszystko od pysznych świeżych owoców po barhany dla pani Krysi.Zakupuję banany,które już w pierwszej chwili zachwycają smakiem,popijam sok ze świeżych owoców i wędruję po mieście.W końcu trafiam  do biura Huallaga gdzie zostaję super poinformowany przez Gabriela i Miguela.Po krótkim zastanowieniu kupuję 4 dniowy pobyt w rezerwacie Pacaya Samira z przewodnikiem którym będzie Octavio.Oczywiście nie obyło się  bez przygody.Mogłem doświadczyć osobiście, że niektóre pieniądze jednak śmierdzą i można ich nie chcieć.Pan przy wymianie dolarów na sole, wybrzydzał jak tylko mógł no ale udało się.Mam cash,płacę i jutro jadę zobaczyć coś co zawsze chciałem.Dziką prawdziwą przyrodę z delfinami,małpami i innymi zwierzakami. No i oczywiście dziś mam statek do Lagunas co też zapowiada  nowe doświadczenie.

Około 14 pod mój hostel podjeżdża Miguel z Gabrielem i razem  udajemy się do portu aby mnie odstawić na statek który zawiezie mnie do Lagunas a tam mnie znajdzie już Octavio. Oczywiście  obok statku czeka na mnie już Aleks i zaprowadza nas wszystkich na moją miejscówkę.Hamak wisi przygotowany ,miejscówka lepsza niż wczoraj,zakupiona micha z łyżką…jestem gotów.Daję tipa Aleksowi za pomoc,żegnam się z Miguelem i Gabrielem i rozkładam się jak leń na hamaku.

Statek powinien odpłynąć o 16 ale nauczony tutejszego poczucia czasu zakładam lekkie opóżnienie. Czas mija przyjemnie,na pokładach coraz więcej ludzi.Pakunki hamaki,dzieci, dorośli i kilku białasów,Gdzieś słychać muzykę,dzieci wariują,ktoś gra na gitarze,bębenki w oddali i ja czytający.Robi się ciemno,opóźnienie już  około 2h,statek zapakowany rusza. Chłodny powiew powietrza wymusza założenie polara  i relaks.Błogo beztrosko.Czuć przygodę.

Koło godziny 18 rozlega się dzwonek. Dryn Dryn Miche podajemy.Wszyscy zwalają się z hamaków ze swoimi miskami i udają się na dół do kolejki do kuchni.Wszystko wygląda tak fajnie ,inaczej.Ludzie w kolejce rozmawiają,śmieją się, niema spin,przepychania,każdy powoli się przesuwa i otrzymuję swoją porcję.A nie jet ona mała.Dostaję i ja siadam przy hamaku i jem powoli do syta.najedzony napity mogę poleżeć…Tak mija tu czas błogo beztrosko,śmiesznie komicznie.Obok mnie liczna rodzina z wielkim bagażem.Rodzice uśmiechnięci,dzieciaki jak wariaci biegają.Najmłodsze ledwie drepcze.Jest naprawdę przyjemnie.

Noc spędzam w hamaku wtulony do plecaczka i do mojego polara owiewany chłodnym powietrzem i muszę przyznać żę nawet to wygodne pomimo iż plecak czasami mnie wkurzał. Rankiem czuć bryzę powietrza,widać wielkość rzeki i ogrom lasów.Ptaki śpiewają,papugi drą ryja…Natura…Coś co warto zobaczyć,,za chwilę Lagunas

 

Odpowiedź do artykułu “Yurimaguas-Lagunas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »